|
Archiwum
|
czwartek, 26 stycznia 2012
"Bez wysłuchania drugiej strony"- ACTA i trolling edukacyjny
Uwaga, to będzie wycinek z publicznej debaty - co ludzie piszą, jak myślą, co im się w ACTA nie podoba. Abstrahuję tu od "ducha umowy" (Lipszyc podaje argumenty, nad którymi warto się zastanowić) oraz trybu konsultacji (uważam, że nie zostało to w odpowiedni sposób przeprowadzone). To samo zdjęcie jest też choćby na profilu "Podpiszecie ACTA -obalimy wasz rząd". Jest dużo o wprowadzanej cenzurze, państwie policyjnym, rzeczywiście o obalaniu rządu itp. Mamy? To teraz mały trolling edukacyjny - ACTA ma wiele zapisów budzących wątpliwości, że mogą istotnie wprowadzić wzorzec dla przepisów korzystnych dla jednej strony (przemysłu żyjącego z praw autorskich). Ale skupmy się na tym: "bez wysłuchania drugiej strony". Podnosi ciśnienie, prawda? Artykuł 50, ustęp 2. Organy sądowe będą miały prawo zastosować środki tymczasowe bez wysłuchania drugiej strony, jeżeli to właściwe, w szczególności, gdy jakakolwiek zwłoka może spowodować dla posiadacza praw szkodę nie do naprawienia lub gdy istnieje widoczne ryzyko, że dowody zostaną zniszczone. ACTA? Nie, międzynarodowe porozumienie w sprawie handlowych aspektów praw własności intelektualnej TRIPS. Z 1994 r. Polska jest sygnatariuszem od 2000 r. Art. 80. 1. Sąd właściwy do rozpoznania spraw o naruszenie autorskich praw majątkowych(...) rozpoznaje, nie później niż w terminie 3 dni od dnia złożenia w sądzie, wniosek mającego w tym interes prawny.
Art. 735 1. Wniosek o udzielenie zabezpieczenia podlega rozpoznaniu na posiedzeniu niejawnym, chyba że przepis szczególny stanowi inaczej.
wtorek, 24 stycznia 2012
Konsultacje SPOŁECZNE w sprawie ACTA - reality check
Nieprawda, że konsultacji nie było - streszczam słowa ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego. Na stronie resortu opublikowano 23 stycznia oświadczenie MKiDN w sprawie ACTA. Stosowny fragment brzmi: Niezwłocznie po ujawnieniu ACTA MKiDN 11 maja 2010 skierowało treść umowy do konsultacji społecznych (wytłuszczenie resortu - sic!). To wytłuszczenie "społecznych" wiele mówi. Poprosiłem resort o pełną listę podmiotów, do których wysłano dokument. To jest lista, o której resort pisze: "konsultacje społeczne". Szanowny Panie Ministrze, pracuję w korporacji, której nieobojętne są prawa autorskie i ich przestrzeganie. Ja sam nie identyfikuję się z wieloma formami protestu oraz twierdzeniami wygłaszanymi przez przeciwników ACTA. Ale bądźmy uczciwi. Nie nazywajmy konsultacji z beneficjentami harmonizacji i ujednolicania przepisów o prawie własności intelektualnej, konsultacjami społecznymi. Wczoraj premier Donald Tusk był bardziej precyzyjny. Zacytuję też całe oświadczenie, jakie dostałem od resortu kultury. Tym razem wytłuszczenie moje. "Szanowny Panie Redaktorze, Procedura podpisywania umów międzynarodowych jest uregulowana w ustawie z dnia z dnia 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych oraz rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 28 sierpnia 2000 r. w sprawie wykonania niektórych przepisów ustawy o umowach międzynarodowych. Procedura ta nie przewiduje konsultacji społecznych umów międzynarodowych. Ministerstwo Kultury przyjęło jednak, że dokument ten nie tylko musi być jawny, ale również przesłany do zaopiniowania przez wszystkie podmioty najbardziej zainteresowane ochroną praw własności intelektualnej. Pismem z dnia 11 maja 2010 roku Pan Minister Bogdan Zdrojewski poinformował o ujawnieniu tekstu porozumienia i przesłał negocjowaną umowę do 27 podmiotów prosząc o uwagi i komentarze do tego dokumentu. Uwagi zgłoszone przez MSZ i RCL odnosiły się tylko i wyłącznie do tłumaczenia tekstu. Ponieważ informacje o negocjacjach w sprawie dokumentu nie wywołały żadnego większego zainteresowania ani też nie spowodowały przesłania do MKiDN opinii przez zainteresowane strony, można było uznać, iż poszerzanie konsultacji nie ma uzasadnienia. Potwierdziły to jawne posiedzenia Komisji Sejmu i Senatu, które informowały o przedmiocie obrad. Stanowisko w sprawie zawarcia umowy ACTA przesłane zostało do Sejmu i Senatu, gdzie rozpatrzone zostało przez Komisję ds. UE Sejmu w dniu 31 sierpnia 2011 r. (posłem sprawozdawcą był Lech Kołakowski – PiS) i Komisję ds. UE Senatu w dniu 12 września 2011 r. (sprawozdawcą był Senator Andrzej Szewiński – PO) W obu przypadkach Komisje nie zgłosiły do niego żadnych uwag. Pragniemy podkreślić, ze nieprawdziwa jest informacja o przekazaniu tekstu do uzgodnień międzyresortowych w trybie obiegowym. MKiDN ostateczny tekst umowy skierowało do uzgodnień do wszystkich ministrów 6 września 2011r. i po uwzględnieniu zgłoszonych przez MSZ i RCL uwag redakcyjnych, ponownie do wszystkich ministrów 4 listopada." Puk puk.
czwartek, 19 stycznia 2012
SOPA- dlaczego prezydent Szczecina też powinien protestować?
To drugi wpis z minicyklu "SOPA, a sprawa polska". Pierwszy dotyczył "Wiedźmina". Drugi dotyczy Szczecina. Co łączy Szczecin z ustawą amerykańskich kongresmenów? Dlaczego namawiam prezydenta tego miasta do protestu? Jest jeden dobry powód. Dla Szczecina koniunkturalny. FilesTube.com
pisałem ponad dwa lata temu w "Gazecie" o FilesTube. W świetle SOPA/PIPA? Nie ma takiej opcji. Ewidentny przykład "ułatwienia popełnienia przestępstwa". Stawiam orzechy laskowe przeciw włoskim, że gdyby tylko SOPA weszła w życie, FilesTube bardzo szybko znalazłby się na celowniku MPAA. Przesadzam? Ani trochę. W raporcie MPAA za 2010 r. czytamy: "Estimating the amount of copyright infringing content stored on cyberlockers is more difficult than with Bittorrent as such sites do not usually allow stored content to be searched. Instead, users must search via a third-party indexing site such as Filestube.com or a linking site such as Warez-BB.org.” Gdyby to nie wystarczyło prokuratorowi, od czego jest Bloomberg (depesza z 17 stycznia 2012) >>Of those in the survey, 57 percent have workers who are spending some time trading film clips and games on a site called Megaupload. Half have employees using FilesTube, a site that features some movies “which appear to be only in theaters at the current time,” according to the Palo Alto report.<< W efekcie, niższe przychody. O ile SOPA mogłaby je zmniejszyć? FilesTube to ok. 70-75 proc. przychodów Red Sky, szacowanych w 2011 r. na dobre kilkanaście milionów złotych. Amerykanie z kolei stanowią do 20 proc. ruchu w serwisie. A to zmartwiłoby, a przynajmniej powinno zmartwić, prezydenta Szczecina. Bo Red Sky podatki płaci - nietypowo jak na cypryjską modę - w Szczecinie. Niższe przychody, niższy zysk, niższe podatki. Dziury w drogach, krzywe chodniki. Globalizacja stawia czasem, nawet przed lokalnymi władzami, dziwne wyzwania. Panie Prezydencie Szczecina: może mały black-out latarni miejskich?
środa, 18 stycznia 2012
SOPA, a sprawa polska - "Wiedźmin" ma głos
Jeśli jakimś cudem nie słyszałeś o ustawach SOPA/PIPA, ominąłeś blokadę anglojęzycznej Wikipedii lub zaczernione komentarze znajomych na Facebooku/G+/gdziekolwiek, mam dla Ciebie link. Legalny. (spokojnie, to tylko Wyborcza.biz). Mam też pierwszą historię z cyklu "SOPA, a sprawa polska". Słyszałeś, że to amerykański problem? Nie tak panowie, nie tak.... Na liście protestujących - obok Google'a, Wikipedii, Facebooka i Reddita, jest polski akcent. GOG.com, czyli spółka zależna CD Projekt Red. Nie znasz? To twórcy "Wiedźmina", a GOG.com (zarejestrowany na Cyprze) to taki mini-Steam, sklep sprzedający gry w wersji cyfrowej, głównie starsze tytuły. GOG jasno określił, co myśli o SOPA/PIPA. W oświadczeniu czytamy (wybrałem fragmenty):
ALE.
GOG jest nie tylko ważny dlatego, że to polska firma. Jego głos - z punktu widzenia formalnego, nie siły przekazu - jest dla mnie bardziej istotny od głosu Google'a. Dobrze słyszałeś. Bo GOG, w przeciwieństwie do Google'a, ma problem z piractwem. Sprzedaje przecież gry, które w internecie można ściągnąć. Ale przeciwko SOPA/PIPA protestuje. A Google protestuje, ale i na reklamach bad, bad guys też zarabia. GOG - co więcej - należy do grupy, w której powstaje polskie IP (własność intelektualna) - na razie dwa "Wiedźminy". Też są piratowane. I CD Projekt Red (zapytałem o to wprost Adama Kicińskiego, prezesa zarządu), też jest przeciw. - Popieramy w tej sprawie GOG. Nie jesteśmy zwolennikami piractwa, ale są dobre i złe metody walki z tym zjawiskiem - powiedział mi wczoraj Adam. Dodając, że jego niepokój budzą też zapewnienia ze strony forsujących projekt, że "przecież zapisy ustaw będą stosowane w sposób rozsądny i adekwatny do przewinienia". - Rozsądne to powinny być uchwalane przepisy. A nie ich interpretacja - dodał.
czwartek, 29 grudnia 2011
Komputer za 25 dolarów. W styczniu premiera Raspberry Pi
To, co widać poniżej w filmiku, być może skojarzy się komuś z kawałkiem przypadkowo znalezionym na złomowisku. Ale to komputer. Jeszcze w wersji beta. Ale według zapowiedzi twórców, Raspberry Pi pojawi się na rynku w styczniu 2012 r. W cenie - 25 dolarów. Ma port USB, HDMI, ma wyjścia/wejścia audio-wideo. Także miejsce na karty SD. Mało? Raspberry Pi radzi sobie grafiką HD. Quake 3 też chodzi. Ale Minecraft już nie. Nie jest to oczywiście koncept skierowany do przeciętnego zjadacza bajtów. Raspberry Pi to pomysł Brytyjczyka Ebena Uptona, najbardziej chyba znanym nazwiskiem w projekcie jest brytyjski twórca gier David Braben. Upton, Braben i grupa ich znajomych z Cambridge (lub z Cambridge powiązanych), założyli fundację non-profit Raspberry Pi. I chodzi im o edukację. A komputer za 25 dolarów ma na celu oswoić dzieci (zarówno w krajach rozwiniętych jak i dopiero rozwijających się) z programowaniem. A właściwie zachęcić do eksperymentowania z programowaniem. Teza jest taka, że komputery są za drogie, by ot tak rodzice (lub nauczyciele) pozwolili dzieciakom z nimi eksperymentować.
Na stronie Raspberry wyjaśnia też genezę projektu:
(...)
Jeśli kogoś interesuje szczegółowa specyfikacja, poniżej lista: 700MHz ARM11
środa, 21 grudnia 2011
Nowy rekord. AT&T płaci T-Mobile, bo ślubu nie będzie
Wiadomo już, że jedna z największych transakcji ostatnich lat: przejęcie T-Mobile USA przez AT&T za ~39 mld dol. nie dojdzie do skutku. Ale w jednej kategorii i tak zapisze się w szufladce "rekord". Pora więc na naukę nowego zwrotu: "break up fee". W skrócie, to kara umowna za zerwanie transakcji, odejście od stołu, gdy wszystko już w zasadzie zostało dogadane. Z reguły takie kary płacą firmy, które są przejmowane - już mają kwotę ustaloną z kupującym, ale nagle pojawia się konkurencja i wyższa oferta. Na tyle wyższa, że pierwotny kupujący słyszy tylko: goodbye Kupiłeś pierścionek zaręczynowy, goście sproszeni, hotel wynajęty, o orkiestrze nie wspominając. Ooops. Z takim scenariuszem mieliśmy do czynienia w zeszłym roku, gdy HP weszło do gry z Dellem o spółkę 3Par. Negocjacje były szalone, wycena 3Par w bodaj trzy-cztery tygodnie z 1,15 mld dol. (oferta Della, ze wstępną zgodą 3Par) wzrosła do 2,4 mld dol. (ostateczna oferta HP). Ponieważ 3Par był już po słowie z Dellem, a jednak go rzucił, zapłacił 72 mln dol. odszkodowania. Nie na osłodę, ale i na wyrównanie kosztów przygotowań (analizy finansowe, strategiczne, prawne), jakie poczynił Dell. W przypadku AT&T i T-Mobile USA, to kupujący - po sprzeciwach Departamentu Sprawiedliwości i FCC - skapitulował (reverse break up fee). A to zgodnie z umową oznacza, że Deutsche Telekom dostanie od AT&T 3 mld dol. plus częstotliwości wyceniane na ok. miliard dolarów. To jedna z największych kar wpisanych kiedykolwiek do umów. I największa kwota, jaką przyjdzie spółce zapłacić z tytułu break up Więcej miał wpisane tylko Pfizer przy transakcji z Wyeth - 4,5 mld dol. Oraz AOL, gdy łączył się z Time Warnerem (4,4 mld dol.) To, co może dziwić, to fakt, że kwota kary umownej w przypadku AT&T i T-Mobile sięgała aż 10 proc. wartości transakcji. Z reguły break up fees określa się dużo niżej, na 1-4 proc.
wtorek, 20 grudnia 2011
PayPal w Polsce (głównie dane)
Przy okazji niedawnej wizyty na Hudson Street i oglądania nowych pomysłów PayPala na handel, rozmawiałem 1:1 z Renierem Lemmensem, który w PayPal, liderze internetowych płatności, odpowiada za rynki Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. Lemmens opowiadał o wizji, projektach w Europie. Wtrąciłem, że w Polsce zapewne pilotażu nie prowadzą. I dalej rozmowa potoczyła się mniej więcej tak. R.L.: Nie byłbym przekonany, że nie. Na pewno mamy projekt w Holandii, Wielkiej Brytanii... Nie pamiętam tak z głowy, czy w Polsce. Ale to bardzo szybko rosnący, z perspektywy PayPala, rynek w Europie. Skoro już zabrnąłem w ten temat, brnąłem dalej - Stawiam 5 dolarów na to, że nie ma pilotażu w Polsce. Stanęło jednak na $5. Wygrałem. Te pięć dolarów wrzuciłem na lotnisku do jakiejś puszki dobroczynnej. Ale przy okazji mojej słusznej niewiary w polski rynek, wyciągnąłem od PayPala dane dotyczące Polski. Komuś mogą się przydać.
W Europie jest ok. 3 mln kont biznesowych, z czego w Polsce - ok. 50 tysięcy. Ponad 90 proc. płatności z polskich kont to handel zagraniczny.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Po czemu ta konsola - wpis dla Adama
Uwaga, audycja zawiera lokowanie produktu: fanpejdż Wyborcza.biz na Facebooku
Koniec lokowania. Otóż niedawno w cyklu ”Ile kosztuje i dlaczego tak drogo” rozbiliśmy na części cenę gry komputerowej. Ale w wersji na PC. To akurat w Polsce jest mainstream, konsoli u nas - mimo wszystko - niewiele (głównie są PS3). Za to jeden z tzw. fanów Wyborcza.biz, pan Adam Wójcicki, był akurat zainteresowany grami na konsole.
Panie Adamie, proszę bardzo! W tekście było to co prawda zaznaczone, ale czego się nie robi dla fanów (nie robi się na przykład wykresów). Zacznijmy jednak od tego, co już wiemy. Czyli od gry na PC. Przy pewnych założeniach i uproszczeniach, wygląda to tak.
To teraz gra na konsole. Skąd ta stówka różnicy?
A wyższa cena- wiadomo. Wyższy w złotówkach VAT, wyższy narzut sklepu. Łącznie - tak się przyjęło - śmierć, podatki i detal odpowiadają za nawet do ok. 50 % ceny półkowej. Jeśli przyjrzycie się powyższemu wykresowi, podobną zależność odkryjecie i w PC.
Weźmy te 220 zł. VAT i sklep zabiorą ok. 100 zł (kalkulacja ”empikowa”, w innych sklepach są inne rabaty). 35 zł - to omówiona wcześniej danina. Do podziału między studio a wydawcę będzie jakieś może 60 zł. Na dystrybucję nie zostanie wiele, stąd często konsolowe wydania gier słabują jeśli chodzi np. o wydatki na marketing/reklamę (mówimy o PL rzecz jasna). Czy coś pominąłem? *uproszczenia i założenia - do powyższych kalkulacji został użyty wysoki narzut (z gatunku ”empikowego”, wiadomo, że inne sklepy mają inne marże i też inne rabaty). Koszty stałe w przypadku PC zostały przeliczone na bazie sprzedaży gry na poziomie 10 tys. egz. I przy standardowej pracy z lektorem i tłumaczami.
piątek, 09 grudnia 2011
Gumka
Tak nieco przypadkiem, trolling (mój) na Artura Kurasińskiego za wpis o Audiotece, zapłodnił mnie do odnotowania kolejnego użycia gumki w historii. Zaczęło się od wczorajszego [08.12.2011] wpisu na Facebooku.
Zaintrygowany, parę godzin później przeczytałem, że chodzi o Audiotekę. I wykonałem facepalma, gdyż 29 listopada w ”Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst o inwestycji Giza Ventures w Audiotekę. Tekst kończył się tak:
Ale nie pora na uszczypliwości i krotochwile. Wywiad u Artura był o tyle cenny, że padło pytanie o początki. Cytuję: AK74 – Wróćmy do początków. Usiadłeś i wymyśliłeś, że audiobooki będą popularne w Polsce? Potem poszedłeś do K2 i w minutę przekonałeś ich? Jak to wyglądało naprawdę? MB – Hi hi… trochę tak a trochę nie… Znałem Janusza Żebrowskiego (prezes K2) od kilku lat. Mieliśmy zwyczaj spotykać się na lunch raz na pół roku, raz na rok i dyskutować różne pomysły… aż pewnego dnia spotkaliśmy się w Blue Cactus w Warszawie w towarzystwie jeszcze Tymka Chmielewskiego i Łukaszem Lewandowskiego – obaj oczywiście z K2. Opowiedziałem wtedy, że mam taki dziwny pomysł, że mam parę groszy i że na zasadzie metodologii inwestycyjnej polegającej na ‘wrzuć coś za plecy i zobacz co wyrośnie’ chce ruszyć taki audiobookowy temat. Czego brakuje na obrazku? Otóż nie pada tu jedno nazwisko. Audioteka to dziś spółka akcyjna. Wcześniej należała do firmy MDPL sp. z o.o. Jej prezesem i udziałowcem był - według wpisu z KRS - do czerwca tego roku Błażej Kukla. Obecnie prezes Fonopolis (produkcja audiobooków). Inny wywiad z Marcinem Beme, z lipca 2010 r. Cytuję za serwisem ITTechblog.pl Łukasz Matusik: Kiedy i w czyjej głowie zrodziła się koncepcja serwisu audioteka.pl? To był pomysł grupy, czy jednej osoby? Marcin Beme: Pomysł powstał ponad trzy lata temu. Głośno było wtedy na rynku na temat VoD. Na zasadzie — być może — takiego myślenia, na przekór i tak naprawdę na bazie doświadczeń Błażeja Kukla, mojego wspólnika i prezesa audioteka.pl, który jest realizatorem dźwięku. W jego głowie powstał pomysł oparty na pytaniu „jeśli wszyscy mówią o filmach przez internet, dlaczego nie spróbować najpierw sprzedawać pliki z audiobookami i słuchowiskami?”. Mniejsza o to, dlaczego drogi obu wspólników się rozeszły. Jaką rolę Eduardo Saverin odegrał w powstaniu Facebooka? Tomasz Lis (nie, nie ten) i Grono? Gumka.
czwartek, 08 grudnia 2011
Dlaczego e-booki nie są tańsze? Bo łatają dziury w budżecie
Właściwie to jestem zaskoczony, bo sprawa jest tak stara jak e-booki. Ale tytułowe pytanie - dlaczego właściwie nie widać różnicy w cenie e-booka a w cenie wydrukowanej książki - pojawia się na tyle często, w komentarzach pod artykułami, czy na fanpejdżu Wyborcza.biz, że przyda się krótkie wyjaśnienie. Zostawmy na boku dyskusję o tym, ile właściwie kosztuje cyfrowa dystrybucja (wbrew pewnym memom, kosztuje). Zostawmy też na boku dyskusję, czy rzeczywiście e-book powinien kosztować mniej (może to jednak produkt premium?) Jest jeden, dość kluczowy powód, który utrudnia życie rynkowi e-booków w Polsce i Europie. Nazywa się VAT. I dyrektywy unijne: 2006/112 oraz 2009/47. Rzecz w tym, że według unijnego prawa, drukowany „Potop” to towar. A „Potop” w wersji e-bookowej to usługa (konkretnie to ”dostarczanie obrazów, tekstu i informacji oraz udostępnianie baz danych). A usługom nie przysługuje obniżona stawka VAT. Kuriozum? Sama Neelie Kroes twierdzi, że to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i właściwie to trudno jej wytłumaczyć różnicę. Różnica wygląda tak. Polska. E-book- 23 proc. VAT, drukowana książka - 5 proc. Niemcy. 19 vs 7 Francja - 19,6 vs 5,5 Włochy - 20 vs 4 Hiszpania - 18 vs 4 Wielka Brytania? 20 vs zerowa stawka na drukowane książki Jesteście ciekawi, jak to się stało? W dyrektywie z 2006 r. e-booki, ale też książki jakkolwiek cyfrowe (na pendrajwach czy płytach) olano. W dyrektywie z 2009 r. te drugie ułaskawiano, ale e-booki wciąż były usługą. I są usługą do dziś. Nie pytajcie. Jeśli jednak ceny e-booków leżą wam na sercu, to - jakkolwiek to zabrzmi - kciuki należy trzymać za Francję. Francuzi, otwarcie idąc wbrew interpretacji Brukseli, od stycznia 2012 r. zrównują VAT na e-booki z poziomem, z jakiego dziś korzystają drukowane książki. Ryzykując nawet karę od Komisji Europejskiej. Ciekawostka uzasadniająca tytuł wpisu: Francuzi mieli zrobić to już rok temu, ale wówczas przeważyły obawy, że obniżone wpływy z podatku będą problematyczne z punktu widzenia budżetu. Jest szansa, że Francja - czy będzie zadyma, czy nie - poruszy legislację w tym zakresie. PS. No i nie można tu nie porównać się z USA. Bo w USA - właściwie jest na odwrót. Co prawda w większości stanów ”digital downloads” są opodatkowane. Ale jest trik: podatek sklep musi zapłacić tylko wtedy, gdy fizycznie jest w danym stanie obecny.
Oczywiście, w USA jest tak, że w większości przypadków opodatkować powinni się sami obywatele, dopisując należny podatek od takiego e-booka w rozliczeniu. Ale to już zupełnie inna historia. |